Oryginalny tytuł: Archer's Voice
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 382
Wydawnictwo: Otwarte
Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.
Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?
Na wydanie tej książki w Polsce czekałam dosyć długo, bo ponad pół roku. Przez to moje wymagania rosły w zastraszającym tempie. Oczekiwałam dostać coś niezwykłego, coś co złapie mnie mocno za serce i poruszy tak, abym nie mogła myśleć o niczym innym. I nie zawiodłam się.
Po opisie spodziewałam się typowego, miłego New Adult na spokojny wieczór. Nie do końca. To nie jest następne z kolei romansidło z przewidywalnymi scenami, czarno-białymi bohaterami i dobrze znaną już nam wszystkim fabułą. Uważam, że ta książka jest po prostu piękna. Ona jest piękna. Gwarantuje wam wiele wylanych łez jak i ciągłego uśmiechu na twarzy. Pochłonie was w całości, wyciśnie piętno na waszej duszy i uwrażliwi na nieszczęście drugiego człowieka.
Postać Archera, która wykształciła się w mojej głowie przed przeczytaniem książki, również znacznie różniła się od tego, kim się okazał. Myślałam, że będzie to chłopak, który przez jakieś tragiczne wydarzenie postanowi odciąć się od świata, a nie do końca tak było. Archer właściwie nie miał na początku wielkiego wyboru. Jego traumatyczne przeżycie miało miejsce młodym wieku i nie dawało mu spokoju przez kolejne kilkanaście długich, samotnych lat. Jego historia jest smutna. Strasznie smutna. Jest mi go tak bardzo szkoda i gdy tylko o tym myślę, łzy z powrotem chcą zacząć spływać po mojej twarzy.
Przez wzgląd na Bree, Archer zabragnął "powrócić do żywych". Chciał się zmienić. Choć nie było to proste. A jak i czy mu się udało, sprawdźcie sami, bo odpowiedź nie jest taka prosta i oczywista jak myślicie.
"Czasem tylko tyle trzeba - jednej osoby, która wsłucha się w głos twojego serca - dźwięk, którego nikt inny nawet nie starał się usłyszeć"
Na kartach powieści została pokazana obojętność ludzi względem drugiego człowieka. Nie potrafią rozmawiać z osobą, którą spotkał zły los. Jakby nagle zaczęli się jej bać albo byłaby to zupełnie inna, obca postać; monstrum, które należy wykluczyć ze społeczeństwa. Takie zachowanie wielokrotnie, może nawet nieświadomie, spotyka się w naszym prawdziwym życiu. Tak mało jest teraz ludzi, którzy potrafią stawiać dobro innej osoby, jej uczucia na pierwszym miejscu. Po upływie pewnego czasu nieraz zauważamy, że mogliśmy zrobić dla kogoś więcej. Ale wtedy jest już za późno.
Archer's Voice, w przekładzie Bez Słów, nie zawiodło mnie. Pozwala przeżyć niezwykłą historię, która na długo zostaje w pamięci. Uzmysławia, że jedynym słusznym i prawdziwym głosem jest głos serca.
Czytając w jednym momencie możesz się śmiać, za chwilę płakać, a skończysz kurczowo trzymając się w objęciach.
Mia Sheridan zdecydowanie ma szanse zostać jedną z moich ulubionych pisarek, dlatego nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną z jej książek. Już czekam i poluję, bo Bez Słów odebrało mi mowę. Zakochałam się w tej powieści i w Archerze. Jestem przekonana, że niedługo do niej wrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz